400 proc. zysk na greckich obligacjach

Wczorajszy wieczór miał być kluczowym i przełomowym dniem dla przyszłości strefy euro. Powinny tam zapaść bardzo merytoryczne decyzje, dotyczące między innymi dyscypliny fiskalnej w państwach unii europejskiej, czy też przyszłości Grecji.
Tymczasem dyskusja przesunęła się w kierunku zmian polityki wewnętrznej, koncentrując się na wyeliminowaniu krajów z poza strefy euro z grona państw decyzyjnych. Okazało się, zresztą nie po raz pierwszy, że europejscy notable nie są w stanie wypracować, przynajmniej na razie, jakiś decyzji, skutkujących ustabilizowaniem sytuacji na starym kontynencie. Być może politycy postępują w myśl przysłowia:„kiedy jest problem, jest jakieś rozwiązanie, zatem jeśli nie ma rozwiązania, nie ma problemu”. Tylko, że rynek finansowy widzi to zupełnie inaczej. Bo jak wytłumaczyć wczorajsze zachowanie się na rynku obligacji, który jest doskonałym barometrem nastrojów w świecie finansów. Nie często, bowiem zdarzają się sesje, na których dwuletnie obligacje rosną aż o ponad 22 proc. i osiągają rentowność przekraczającą 21 oczek. I co ważniejsze nie mówimy tutaj o obligacjach śmieciowych (junk bonds), czy też papierach dłużnych z jakiegoś biednego państwa afrykańskiego tylko o obligacjach skarbowych jednego z krajów strefy euro, Portugalii.
Tak duża zmienność, a przede wszystkim dochodowość, jaką musi zapłacić inwestorom za swój dług gospodarka tego kraju (ponad 22 proc. dla 5-latek i ponad 17 proc. dla 10-latek) nie wróży niczego dobrego i nie zapowiada stabilizacji na rynkach europejskich.
Tym bardziej, że sytuacja ekonomiczna Portugalii nie jest dobra. Poza tym, że należy do najbiedniejszych państw unii europejskiej, ma dosyć wysoką stopę bezrobocia oraz spory poziom zadłużenia w stosunku do PKB. Co więcej, z uwagi na silne powiązania z gospodarkami Hiszpanii oraz Niemiec, ewentualny upadek tej ekonomii byłby zdecydowanie boleśniejszy dla kondycji państw strefy euro niż bankructwo malutkiej Grecji. Chociaż z drugiej strony, 20 proc. dochód osiągany z obligacji portugalskich wciąż jest nieporównywalny z rentownością, którą można uzyskać na papierach skarbowych kraju będącego kolebką zachodniej cywilizacji. Pozwalają one, bowiem wygenerować ponad 400 proc. dochód na inwestycjach w jednoroczne dłużne walory tego państwa.
Imponujące oprocentowanie, niepraważ?? Po co mamy lokować swoje pieniądze w ryzykowne akcje skoro obligacje greckiego państwa, dają nam ponad 400 proc. Tym bardziej, że zgodnie z nowoczesną nauką o finansach inwestycja w dług państwowy powinna charakteryzować znacznie niższym ryzykiem niż w papiery udziałowe. Tylko niestety na tym świecie nie ma nic za darmo i w tym przypadku jest podobnie. Tak wysoka dochodowość jest obarczona olbrzymim ryzykiem bankructwa emitenta tej obligacji, czyli Grecji. Co może oznaczać dla posiadacza takiego papieru częściową lub całkowitą utratę zainwestowanych pieniędzy.
Paweł Grubiak
Dyrektor Zarządzający
Superfund TFI SA



